Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Kobieca strefa - wstęp tylko dla kobiet!

Z życia autorki wzięte: pasja, pasja i inne przyjemności

No i się stało.

Od dziś na blogu raz w tygodniu będziecie mogły przeczytać notkę z cyklu, który nazwałam Z życia autorki wzięte. Jak łatwo się domyślić, a jeżeli nie domyślić, to przeczytać na fan page'u na Facebooku, chodzi o to, byście miały okazję choć trochę mnie poznać. Nie martwcie się - jeżeli którejś z Was nie pasują takie bardziej prywatne wpisy, to, jak wspominałam wcześniej, nie będzie ona narażona na nie zbyt często - jedynie raz w tygodniu. Tyle tytułem wstępu.

 

Co u mnie? Dzieje się wiele. Niedawno, bo zaledwie tydzień temu, skończyłam maraton maturalny. Dziś, mimo bardzo wczesnej pory, siedzę już wykąpana w piżamie, w łóżku. Jestem zmęczona. Od rana i to wczesnego (jeszcze miesiąc temu w życiu bym nie przypuszczała, że wyczynem dla mnie będzie wstanie wcześniej niż o 9.30 rano) jestem na nogach - przymusiła mnie do tego umówiona wizyta w szpitalu. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - wstałam wcześnie, ale za to lekarka okazała się być jedną z najsympatyczniejszych osób, jakie dane mi było poznać w ostatnim czasie. To, co mi powiedziała, również nastroiło mnie bardzo pozytywnie - nie mam się na razie co martwić o swoje zdrowie. A groziło mi coś bardzo niedobrego. Po szpitalu zmuszona byłam przebywać przez kilka godzin z trójką dzieci, a ja do dzieci, mówiąc najdelikatniej jak się da, jestem nastawiona negatywnie (wyjątkiem jest trzymiesięczny obecnie J., który, Bogu dzięki, składał się na dzisiejszą trójkę!). Hałas, ciągły ruch - to nie dla mnie. Dlatego zdecydowałam się na szybkie odświeżenie i wejście pod ciepłą kołdrę - pogoda, niestety, nie powala, szaro, buro, ponuro i, przede wszystkim, zimno.

 

Jak mogłyście przeczytać wczoraj na fan page'u - stanęłam przed możliwością realizowania jednej ze swoich największych pasji. Co prawda po materiały do samodzielnej nauki języka obcego miałam jechać dziś, jednak to nie wyszło - pojadę jutro. Nawet nie macie pojęcia, jak się cieszę. Wcześniej owszem, przebąkiwałam coś, że chciałabym się uczyć języków innych niż angielski i niemiecki, że chciałabym coś dodatkowo, na własną rękę. Nie wierzyłam jednak, że to się kiedyś stanie i nie robiłam w tym kierunku nic. Wszystko zmieniło się w niedzielę - podczas kawy u siostry (ta to ma szczęście - obchodzi Dzień Matki i imieniny w jeden dzień) padło pytanie, co chcę robić w przerwie między maturą a studiami. Wprawdzie powiedziałam, że myślę o pójściu do pracy - bo i taki był mój zamiar. Ale moja siostra, jak to ona, zaczęła mnie podpuszczać, że może jakieś kursy, że języki obce może, bo dlaczego nie? No i złapałam bakcyla. Od tamtego czasu o niczym innym praktycznie nie mówię, taka jestem zajarana. Nawet jedna z moich 'forumowych' koleżanek (tak, o Ciebie mi chodzi) podesłała mi linka do bloga młodej dziewczyny, która też uczy się języków obcych na własną rękę. To zainspirowało mnie do działania jeszcze bardziej. Dziewczyna jest autorką wspaniałego poradnika, w którym radzi, co i jak robić, żeby nauka była i przyjemnością, i przynosiła efekty. Zgodnie z nim, robię to, co pierwsze i najważniejsze - sporządzam listę motywacyjną. Co to jest? W skrócie - lista powodów, dla których robię to, co robię. Taki świstek papieru (lub tekst w formie elektronicznej - nie ukrywam, że swoją listę zamieszczę... tutaj, bo i mam nadzieję, że pomożecie mi ją uzupełnić o jakieś ciekawe podpunkty), który pomoże mi się zmotywować do działania w gorszych chwilach. Jak wygląda moja lista? Mizernie, według mnie. Jak wcześniej nie miałam problemów z wypowiadaniem się i przelewaniem swoich myśli na papier, tak teraz idzie mi ciężko i w niczym nie pomaga fakt, że to nie musi być do końca na poważnie, mogę wymyślać nawet żartobliwe pomysły. Ale do brzegu...

Chcę uczyć się języków obcych, bo...

  1. Jest to moja pasja.
  2. Mam do tego talent i szkoda go marnować.
  3. Nie chcę marnować wolnych dni na głupoty.
  4. Skoro wreszcie mam na to czas i to, można powiedzieć, nieograniczony na razie niczym, to dlaczego nie?
  5. Fajnie jest żyć z myślą, że w wielu miejscach na świecie nie byłoby przede mną żadnych językowych tajemnic - mówią po angielsku? Zrozumiem. Po niemiecku? Bez problemu. Po hiszpańsku? Spoko. I tak dalej, i tak dalej...
  6. Chcę udowodnić sobie, że umiem, potrafię i się do tego nadaję.
  7. Potrzebuję poczucia, że jestem w czymś naprawdę dobra.
  8. Chcę mieć się czym pochwalić.
  9. Zamierzam związać swoją karierę z tłumaczeniem tekstów - wychodzę z założenia, że im więcej znam języków, tym większą szansę na zatrudnienie mam.
  10. Mnie to po prostu jara.

Kiepsko, co nie? Nie mam pomysłu na inne dokończenie tego zdania... Do drugiego najważniejszego punktu, który należy zrealizować przed przystąpieniem do nauki, zabiorę się jutro - nie widzę sensu w pisaniu planu pracy, jeżeli nie mam jeszcze żadnych pomocy i tak właściwie nie wiem do końca, z czym przyjdzie mi pracować. Jakiś tam 'plan planu' mam - ustaliłam sobie, że codziennie będę uczyć się iluś tam słówek, przerabiać jedno zagadnienie gramatyczne, robić ćwiczenia z tego zagadnienia, słuchowiska, czytanki. Następnego dnia powtórka w formie testu ze słownictwa z dnia poprzedniego i powtórka z gramatyki - w formie wykonywania ćwiczeń gramatycznych, które mi z tego tematu pozostaną. W weekendy urozmaicenie w formie filmów, w których aktorzy posługują się danym językiem - na razie zabieram się za hiszpański - z polskimi napisami. Tylko że ja potrzebuję konkretnych liczb - nie wystarczy mi, jeżeli napiszę w planie, że dziennie będę wkuwać kilkanaście słów. Dlatego muszę dorwać, i to jak najszybciej, w swoje ręce słownik tematyczny (najłatwiej uczyć mi się działami, ze względu na to, że tam słownictwo jest ze sobą powiązane, a w zwykłym słowniku - który także zamierzam kupić, jedyne powiązanie to te alfabetyczne) i policzyć, ile w jednym dziale jest słów. Potem sobie jakoś to rozdzielę i do roboty. Wszystkie moje postępy, problemy, jakie napotkam etc - zamierzam zapisywać w specjalnym zeszycie, który do tego celu założę.

 

Już odchodząc od tematu tych języków - Golden Rose w Dzień Dziecka oferuje darmowe wizaże w moim mieście! I to niedaleko mojego miejsca zamieszkania! Oj, chyba mimo nielubienia dzieci, na jeden dzień znów się takim stanę i sprawię sobie sama prezent. Chciałabym zobaczyć, jak pomalują mnie profesjonalistki, jakich rad udzielą.

 

I znów miało być krótko, a wyszło jak zwykle...

 

Fotografia zapożyczona z Google Grafika.



Darcia94 21:41:14 28/05/2013 [komentarzy 0] Komentuj

Psychologia: kiedy zwykła chandra przeradza się w depresję...

 

Przygnębienie, smutek.

Te stany są dobrze znane każdemu z nas. Niejednokrotnie w naszym życiu dzieje się coś, co odbiera nam całą jego radość. O ile zwykły smutek, chandra nie jest czymś, czym należy się bardzo przejmować, o tyle trzeba być bardzo czujnym, gdyż istnieje realne ryzyko, iż za którymś razem zły dzień przeciągnie się na następny. Ten na następny. I jeszcze kolejny. Chandra przemieni się wówczas w coś znacznie gorszego. Ustąpi miejsca... depresji. 

Z racji tego, iż podmiot dzisiejszej notki jest bardzo poważnym problemem, w dodatku coraz częściej występującym, to właśnie jemu poświęcam dziś całość wpisu.

 

Czym jest depresja?

Depresja jest jednym z bardzo poważnych zaburzeń psychicznych. Jest to choroba, która ma tendencje do nawrotów. Może towarzyszyć innym chorobom, jak i występować w pojedynkę.

 

Depresja a chandra

Niestety, termin depresja jest przez wielu ludzi stanowczo nadużywany. Często jesteśmy świadkami sytuacji, kiedy to zwyczajnie przygnębiony człowiek twierdzi, że cierpi na depresję właśnie. Takie zachowania powodują, iż poważne zaburzenia są bardzo często bagatelizowane bądź w drugą stronę - ludzie pędzą do specjalistów ze zwykłym smutkiem. Dlatego też trzeba umieć dostrzec różnice między depresją a chandrą. Ta druga jest stanem przejściowym. Ot, okres, w którym coś wali nam się na głowę, po którym wszystko wraca do normy. Depresja natomiast jest to zbiór objawów, które nie odpuszczają przez co najmniej dwa tygodnie.

 

Po czym rozpoznać depresję?

Jak wspomniałam wyżej, depresja jest zaburzeniem psychicznym, którego objawy utrzymują się przez okres przynajmniej czternastu dni. Nie jest łatwo nam, zwykłym ludziom, bez odpowiedniego ku temu wykształcenia, stwierdzić, na co cierpimy. Niezaprzeczalnym faktem jest jednak, że zaburzenie to mogą cechować takie czynniki jak:

  • poczucie bezradności i braku wiary (chory nie widzi jakichkolwiek możliwości i szans na poprawienie swojego stanu, beznadziejnej sytuacji, w jakiej się znalazł, pogrzebał nadzieję na lepsze jutro),
  • utrata zainteresowania codziennymi sprawami (niemożność odczuwania radości i zadowolenia nawet z zajmowania się największą życiową pasją, brak ochoty na interakcje z drugim człowiekiem),
  • zmiana apetytu i masy ciała (osoba cierpiąca na depresję albo drastycznie traci chęć na spożywanie posiłków, w następstwie czego chudnie, albo wręcz przeciwnie: zajada wszystkie złe emocje, co wiąże się ze zwiększeniem masy ciała),
  • problemy ze snem (tu ponownie są dwie drogi: człowiek z depresją może męczyć się, zasypiając, wręcz borykać się z problemem nieprzespanych nocy bądź odczuwać dużo większą niż normalnie chęć snu, w efekcie czego śpi on znacznie więcej, niż powinien,
  • złość i rozdrażnienie (chorzy często wpadają w złość, mają obniżony poziom tolerancji na ludzkie zachowania, bywają również agresywni bez wyraźnego powodu),
  • utrata energii (poczucie fizycznego wykończenia, najdrobniejszy wysiłek fizyczny męczy chorych znacznie bardziej i szybciej niż kiedyś, wiele czynności wykonują oni w czasie znacznie dłuższym niż normalnie),
  • wstręt do samego siebie (chorzy odczuwają własną bezwartościowość, nieustannie mają do siebie o coś pretensje, wytykają sobie nawet najmniejsze błędy i potknięcia),
  • skłonność do ryzykownych zachowań (brawura często jest objawem depresji; osoby nią dotknięte uprawiają hazard, sięgają po narkotyki, stają się agresywnymi kierowcami etc),
  • koncentracja na problemach (rozpamiętywanie przykrych zdarzeń, skupienie uwagi na problemach, niemożność oderwania myśli od podjętych już decyzji to częste zachowanie u osób ze stwierdzoną depresją),
  • niewyjaśnione bóle i dolegliwości (odczuwanie bólów brzucha, głowy, pleców etc, bez jakichkolwiek przyczyn medycznych).

 

Kogo może dotknąć to zaburzenie?

Tak naprawdę na depresję może zachorować każdy. Prawdą jest jednak, że najczęściej występuje ona między piętnastym a trzydziestym rokiem życia.

 

Jak się chronić?

Trudno mi wyobrazić sobie, by któreś z nas chciało, żeby dotknęła go ta choroba. Przeciwdziałać jej jest trudno, na pewno nie istnieje, a przynajmniej na razie jej nie odkryto, jedna skuteczna metoda, dzięki której skutecznie odsuniemy od siebie ryzyko zachorowania. Prawdą jest jednak, że jest kilka czynników, o które możemy zadbać, a tym samym zmniejszyć ryzyko choroby...

I Unikanie stresu

Każdemu z nas życie dostarcza dużej dawki nerwów i stresu. By uchronić się od depresji, warto zrobić wszystko, by unikać dodatkowych stresogennych sytuacji. Długotrwały i intensywny stres może przyczynić się do zachorowania na depresję.

II Odpoczynek

To nie jest żaden wymysł. Nasze ciało, jak i umysł naprawdę potrzebują czasami chwili wytchnienia. Dlatego nauczmy się wyluzować.

III Dieta i sen

Odpowiednia ilość snu, regularne, zbilansowane posiłki, spożywane bez pośpiechu - to także ma zbawienny wpływ na naszą psychikę.

III Dostosowywanie zamierzeń do własnych możliwości

I nie chcę tu wcale powiedzieć, że nie powinniśmy od siebie niczego wymagać. Jednak prawdą jest, że kiedy chcemy dokonać czegoś, co znacznie przewyższa nasze zdolności, zaczynamy odczuwać stres, obniżone poczucie własnej wartości, obwinianie siebie i poczucie niespełnienia - a stąd do depresji prosta droga.

IV Spożywanie magnezu

Magnez jest pierwiastkiem warunkującym pracę mięśni, działanie serca i przenoszenie impulsów nerwowych. Jego niedobór może prowadzić między innymi do nerwicy i depresji!

 

Depresja - jak pomóc choremu?

Kiedy już zdarzy się, że człowiek zachoruje, należy mu pomóc. Niezbędne jest w tym momencie wsparcie osób bliskich. Choremu należy wytworzyć poczucie bezpieczeństwa oraz zmniejszyć ryzyko przeprowadzania prób samobójczych. Osobę cierpiącą na to zaburzenie trzeba też zaprowadzić do specjalisty. Ten dobierze odpowiednią metodę leczenia (może to być leczenie farmakologiczne, a więc oparte na lekach bądź przybierające formę psychoterapii, której celem jest nauka odróżniania emocji i radzenia sobie z nimi i zapoznanie chorych z technikami, które pozwolą zapobiec nawrotowi choroby).

 

Uwaga!

Przy tak poważnym zaburzeniu należy pamiętać, że istnieje realne ryzyko, że chory będzie próbował popełnić samobójstwo!

 

Drogie Panie, jak dużo wiedziałyście o depresji? Czy znacie kogoś, kto borykał się z tym problemem? 

 

Fotografia zapożyczona z Google Grafika, informacje potrzebne do notki zaczerpnięte ze specjalistycznych stron, własnej wiedzy oraz obserwacji autorki.



Darcia94 18:54:02 25/05/2013 [komentarzy 0] Komentuj

Kosmetyki: pielęgnacja skóry dłoni z Eveline cosmetics

Dłonie to wizytówka każdej kobiety.

Z tego względu warto o nie dbać. Wiadome jest, że każda z nas musi wykonywać jakieś prace domowe, które nie najlepiej wpływają na kondycję skóry naszych dłoni, jednak to nie znaczy, że mamy ją pozostawić suchą i zniszczoną. W tym momencie przychodzą nam z pomocą różnorakie kosmetyki do rąk.

Dziś zaprezentuję ten, którego używam ja.

 

Produkt: krem do rąk.

Nazwa: Niewidzialne rękawiczki. Odżywczo-ochronny krem do rąk.

Firma: Eveline cosmetics.

Pojemność: 100 ml.

Cena: 5,71 zł.

 

Cóż mogę powiedzieć? Z produktami tej firmy mam do czynienia po raz pierwszy. W ogóle jest to początek mojej przygody z dbaniem o skórę dłoni, choć wstyd się temu przyznać. Ostatnio jednak stwierdziłam, że przyda się jej nawilżenie, dlatego ochoczo przyjęłam zachęcające słowa mojej siostry do kupienia kosmetyku tej firmy właśnie. Może najpierw przybliżę, co do powiedzenia ma nam producent...

 

 

Osobiście podrażnionych dłoni nie miałam, suche - a i owszem, zwłaszcza skórki. Przyznam się, że jestem szczerze zachwycona tym produktem. Na składnikach się nie znam, nie jestem chemikiem (Boże, broń!), dlatego się w ten temat nie zagłębiałam i nie zrobię tego też teraz. Z pewnością jednak mogę potwierdzić, że, zgodnie z obietnicą na opakowaniu - które jest, nawiasem mówiąc, zgrabne i kolorowe, zachęcające do kupna - po zastosowaniu, nasze dłonie są gładkie, miękkie i dobrze nawilżone. Również nazwa ma tu swoje odbicie, bowiem po wtarciu masy, nasze dłonie w dotyku przypominają lateksowe rękawiczki. Jest to efekt długotrwały - dla zobrazowania podam przykład: zwykłam używać go codziennie rano, wieczorem i w ciągu dnia, kiedy myję ręce przed posiłkami lub po powrocie z dworu. Ze zdumieniem zauważyłam, że wcierając balsam o godzinie 22.00, następnego dnia o 4.00 rano nadal odczuwam efekt rękawiczki, co bardzo mi odpowiada. Po zniknięciu tego efektu, skóra nie wraca do pierwotnej szorstkości, wręcz przeciwnie - w dotyku przypomina miękką skórę niemowlęcia.

 

Jestem osobą bardzo wymagającą, jeżeli chodzi o wszelkie kosmetyki i uważam, że dany produkt ma działać nie tylko na to, co ma w założeniu, ale też zachwycać mnie pod innymi względami. I znów Eveline cosmetics sprostało moim wymogom - maść ma cudowny, lekki, ale wyczuwalny zapach. Tu pojawia się też lekki minus - woń nie utrzymuje się tak długo, jak efekt rękawiczki, znika po mniej więcej trzech godzinach od wtarcia kremu w dłonie. Jak dla mnie troszkę krótko, ale za sam fakt, że woń jest i że mnie zachwyciła - jestem w stanie to wybaczyć.

 

 

O konsystencji mogę powiedzieć, że jest przyjemna i nie zauważyłam, by czymś szczególnym odbiegała od konsystencji innych kremów, jakie było dane mi używać, nie tylko do rąk. 

 

Czas wchłaniania się jest bardzo zadowalający, jednak znowu tu muszę trochę ponarzekać. Podczas stosowania, musimy bardzo uważać na ilość masy, którą wyciskamy z tubki - na jedno stosowanie bardzo mała ilość kremu, inaczej nie ma co liczyć na to, że się wchłonie. Tego nie zauważyłam, używając, przykładowo, kremu z Ziai, owszem, czas wchłaniania wydłużał się nieraz niemiłosiernie, ale bez znaczenia, ile maści wycisnęłam, w końcu naprawdę się wchłonęła. U Eveline cosmetics już nie. Jeżeli wyciśniemy niedużo - już po chwili możemy normalnie funkcjonować, tak jakbyśmy pielęgnowały ręce przed godziną. Wydaje mi się to bardzo dobrym wyjściem - co prawda te niecałe 6 złotych to nie jest majątek, ale nie chodzi o to, by co tydzień kupować nową tubkę - tak jest po prostu wydajniej.

 

Podsumowując, z zakupu jestem bardzo zadowolona i sądzę, że jeżeli już będę stosowała inne kremy, to tylko i wyłącznie w celach porównania, by zobaczyć, czym się różnią oba produkty i Wam o tym tu napisać. Podstawowym kosmetykiem do pielęgnacji skóry dłoni, którego zamierzam używać na co dzień, zostanie jednak ten firmy Eveline cosmetics, który zawładnął moim sercem i którego pokochały moje, nawilżone już teraz non-stop, dłonie.

 

Drogie Panie, używałyście Niewidzialnych rękawiczek? Co myślicie? Też jesteście tak zachwycone, jak ja? A może stosujecie zupełnie inny krem i możecie go polecić?

 

Fotografia na samym początku notki zapożyczona z Google Grafika, pozostałe zdjęcia pochodzą z mojego archiwum prywatnego.



Darcia94 18:09:56 21/04/2013 [komentarzy 1] Komentuj

Kuchnia: makaron na pięć sposobów

Makaron.

Podobnie jak pozostałe produkty zbożowe, jest głównym źródłem węglowodanów w diecie.

Kiedy słyszymy o makaronie, najczęstszym i najprostszym skojarzeniem jest jedno danie: spaghetti. Ileż jednak można jeść jedno i to samo na obiad, nawet jeżeli jakiś składnik bardzo lubimy? Pasty można przygotowywać na wiele ciekawych sposobów. W dzisiejszej notce pięć przepisów na dania, których główny składnik to kluski.

A więc: makaroniarze, łączmy się!

 

Przepis I - makaron z warzywami

Liczba porcji: 8.

Czas przygotowywania potrawy: 30 minut.

Zawartość kaloryczna: 395 kalorii.

Składniki:

  • połowa opakowania makaronu spaghetti,
  • jedna mała cukinia,
  • jeden mały bakłażan,
  • trzy pomidory,
  • kilka pomidorków koktajlowych,
  • dwie łyżki masła,
  • dwa ząbki czosnku,
  • sól,
  • pieprz,
  • olej do smażenia,
  • szczypta bazylii i oregano.

Ponadto miej pod ręką:

  • osiem foremek na muffinki lub babeczki,
  • tłuszcz do smarowania foremek.

Jak przygotować danie?

Ugotuj makaron na pół-twardo (al dente) i osącz z wody. Bakłażan i cukinię razem ze skórką pokrój w plastry. Pomidory sparz wrzątkiem, zdejmij z nich skórkę i pokrój w kostkę. Czosnek obierz i pokrój w plasterki. Bakłażan oprósz solą i odstaw, aby puścił wodę. Z ugotowanego makaronu uformuj gniazdka, układając po porcji w nasmarowanych tłuszczem foremkach na muffinki lub duże babeczki. Piekarnik rozgrzej do dwustu stopni Celsjusza, wstaw foremki z makaronem i zapiekaj około piętnaście minut, aż makaron zyska złoty kolor. W tym czasie przesmaż bakłażana i cukinie na rozgrzanym oleju, zaś na rozgrzanym maśle zeszklij czosnek. Do czosnku dodaj pomidory i chwilę duś razem. Dodaj suszoną bazylię, oregano, sól, pieprz i wymieszaj. Na talerzach układaj po kilka plasterków bakłażana oraz cukinii, na nich zapieczone gniazdka makaronowe, a na wierzchu kładź po porcji gorących pomidorów z czosnkiem. Udekoruj cząstkami pomidorków koktajlowych i od razu podawaj.

 

Przepis II -  makaron z chili po sycylijsku

Liczba porcji: 4.

Czas przygotowywania potrawy: 25 minut.

Zawartość kaloryczna: 410 kalorii.

Składniki:

  • czterdzieści dekagramów makaronu penne (ukośnie ścięte rurki),
  • osiem pomidorów,
  • cztery ząbki czosnku,
  • cebula,
  • papryczka chili
  • sól,
  • pieprz,
  • cztery łyżki oliwy,
  • dwie gałązki bazylii,
  • pół łyżeczki cukru,
  • ser pecorino do posypania.

Ponadto miej pod ręką:

  • rondel,
  • talerze.

Jak przygotować danie?

Cebulę i czosnek posiekaj. Pomidory sparz, zdejmij skórkę i pokrój w kosteczkę. Papryczkę chili umyj i osusz. Przekrój wzdłuż na pół i starannie usuń z niej nasiona. Następnie drobniutko ją posiekaj. W rondelku rozgrzej trzy łyżki oliwy i zeszklij na niej cebulę. Pod koniec dołóż czosnek, a następnie pomidory i papryczkę chili. Dopraw do smaku solą, pieprzem i cukrem - według uznania. Duś około pięciu minut. Oberwij listki z jednej gałązki bazylii, drobno posiekaj i dodaj do sosu. Makaron ugotuj al dente w osolonej wodzie według przepisu. Odcedź, dokładnie osącz, wymieszaj z łyżką oliwy i rozłóż na talerze. Każdą porcję zalej sosem, posyp wiórkami sera i udekoruj listkami bazylii.

 

Przepis III - zapiekanka makaronowa z pieczarkami

Liczba porcji: 4.

Czas przygotowania potrawy: 70 minut.

Zawartość kaloryczna: 727 kalorii.

Składniki:

  • trzydzieści dekagramów makaronu świderki,
  • sól,
  • pięć dekagramów masła,
  • cztery dekagramy mąki pszennej,
  • dwieście mililitrów bulionu warzywnego,
  • dwieście mililitrów mleka, 
  • dwieście mililitrów śmietany kremówki,
  • pieprz,
  • suszone oregano,
  • dziesięć dekagramów pieczarek,
  • dwadzieścia dekagramów szynki,
  • dwie łyżki oliwy,
  • masło do brytfanki.

Ponadto miej pod ręką:

  • rondel,
  • brytfannę.

Jak przygotować danie?

Makaron ugotuj al dente według przepisu na opakowaniu. Możesz użyć ugotowanego wcześniej i niewykorzystanego makaronu. W rondelku przygotuj jasną zasmażkę z masła i mąki. Do zasmażki powoli wlewaj mleko i śmietanę, cały czas energicznie mieszając. Uzyskany w ten sposób sos beszamelowy gotuj na małym ogniu, cały czas mieszając, aż zgęstnieje. Dopraw do smaku solą, pieprzem i oregano. Pieczarki oczyść i pokrój w cienkie plasterki. Szynkę pokrój w drobną kostkę. Podsmaż razem z pieczarkami na oliwie. Wymieszaj z makaronem. Przełóż do natłuszczonej brytfanny i zalej beszamelem. Piecz przez czterdzieści minut w piekarniku rozgrzanym do stu siedemdziesięciu stopni Celsjusza.

 

Przepis IV - cannelloni z pomidorami po neapolitańsku

Liczba porcji: 6.

Czas przygotowywania potrawy: 110 minut.

Zawartość kaloryczna: 320 kalorii.

Składniki: 

  • czterdzieści dekagramów makaronu cannelloni (duże, grube rurki),
  • pięćdziesiąt dekagramów mielonej wołowiny,
  • marchewka,
  • dwie łodygi selera naciowego,
  • dwie cebule,
  • dwa ząbki czosnku,
  • trzy łyżki śmietany osiemnastoprocentowej,
  • sól,
  • pieprz,
  • łyżka koncentratu pomidorowego,
  • puszka pomidorów w zalewie,
  • piętnaście dekagramów tartego, twardego sera,
  • łyżka masła,
  • oliwa do smażenia.

Ponadto miej pod ręką:

  • rondel z grubym dnem,
  • praskę,
  • tarkę z grubymi otworami,
  • patelnię,
  • formę do zapiekania.

Jak przygotować danie?

Cebulę posiekaj, czosnek przeciśnij przez praskę. Marchewkę zetrzyj na tarce z grubymi otworami. Seler pokrój w kosteczkę. Rozgrzej rondel z grubym dnem, wlej olej. Zeszklij na nim połowę posiekanej cebuli i czosnek, dodaj marchewkę i seler. Mięso smaż na patelni przez kilka minut, przełóż do rondla. Dodaj koncentrat, dopraw solą i pieprzem, duś przez około dziesięć minut i odstaw do ostygnięcia. Dodaj do mięsa śmietanę i połowę sera, wymieszaj i nadziej cannelloni. Ułóż w wysmarowanej masłem formie do zapiekania. Na oleju przesmaż pozostałą cebulę, dodaj pomidory pokrojone w kostkę wraz z zalewą, dopraw do smaku, duś przez pięć minut. Polej makaron sosem, posyp pozostałym serem i zapiekaj w dwustu stopniach Celsjusza przez około czterdzieści minut.

 

Przepis V - tagliatelle z groszkiem po toskańsku

Liczba porcji: 4.

Czas przygotowywania potrawy: 35 minut.

Zawartość kaloryczna: 600 kalorii.

Składniki:

  • czterdzieści dekagramów makaronu tagliatelle (grube wstążki),
  • trzydzieści dekagramów pieczarek,
  • dziesięć dekagramów wędzonego boczku,
  • cebula,
  • piętnaście dekagramów mrożonego zielonego groszku,
  • sól,
  • pieprz,
  • łyżka oliwy,
  • łyżeczka mąki,
  • dwieście mililitrów śmietany osiemnastoprocentowej.
  • pół szklanki bulionu warzywnego,
  • cztery gałązki bazylii,
  • pięć dekagramów sera typu parmezan.

Ponadto miej pod ręką:

  • patelnię.

Jak przygotować danie?

Ugotuj makaron według przepisu na opakowaniu i odcedź. Pieczarki oczyść, pokrój w plasterki. Cebulę obierz i posiekaj. Boczek pokrój w niezbyt drobną kosteczkę lub w paseczki. Rozgrzej patelnię, wlej oliwę i na dużym ogniu smaż pieczarki przez dwie minuty. Dodaj cebulę, boczek i smaż dalej, aż wszystkie składniki ładnie się zrumienią. Następnie oprósz wszystko solą, pieprzem i mąką, dodaj groszek. Podlej wszystko bulionem. Dolej śmietanę i doprowadź do wrzenia. Gotuj przez około dwie minuty na dużym ogniu. Dołóż do sosu listki oberwane z trzech gałązek bazylii, dopraw go do smaku solą i pieprzem. Odcedzony makaron wymieszaj z sosem. Posyp danie grubo startym serem i udekoruj pozostałymi listkami bazylii.

 

Drogie Czytelniczki, jakie jest Wasze ulubione danie makaronowe? 

 

Fotografia zapożyczona z Google Grafika, informacje potrzebne do notki zaczerpnięte ze specjalistycznych stron.



Darcia94 21:42:51 12/04/2013 [komentarzy 1] Komentuj

Zdrowie: kiedy chęć schudnięcia prowadzi do choroby, czyli o anoreksji słów kilka

Zaburzenia odżywiania.

Droga do nich jest nadzwyczaj prosta, a objawy świadczące o tym, że takie zaburzenia mogą nas dotknąć, są niewinne - zaczyna się od zwykłego samokrytycyzmu i chęci schudnięcia. Która z nas nie zauważa swoich błędów i niedoskonałości, która nigdy nie chciała utracić kilku zbędnych kilogramów? No właśnie - dotyczy to właściwie każdej z nas - może oprócz mnie, bo ja nigdy nie odczuwałam potrzeby schudnięcia - szczupła byłam zawsze i to mnie nawet zaczęło irytować. 

Wracając do tematu, osobiście jestem zwolenniczką twierdzenia, że wszystko jest dla ludzi, byleby tylko zachować umiar i zdrowy rozsądek. Niestety, regularnie możemy przekonać się, że w kwestii chudnięcia te dwie rzeczy bardzo łatwo utracić. Prawdziwy problem i życiowy dramat zaczyna się, kiedy dziewczyna bądź młoda kobieta nie potrafi powiedzieć stop, wystarczy. Dramat ten może przybrać dwa oblicza: bulimii lub anoreksji. Dziś zajmę się tym drugim.

 

Anoreksja - co to jest?

Anoreksja, zwana też jadłowstrętem psychicznym, jest chorobą. Jak sama nazwa wskazuje, jej podłoża trzeba upatrywać w psychice chorego człowieka. Osoba dotknięta anoreksją nie potrafi dostrzec prawdziwego obrazu swego ciała. Za wszelką cenę chce doścignąć wymyślonego przez siebie ideału, przy czym niemal nigdy nie próbuje skonsultować tego ze specjalistą typu dietetyk ani nie stosuje się do ogólnie przyjętych zasad dotyczących zdrowej diety (temat poruszany na blogu dnia 25.03.2013), co w konsekwencji oznacza powolne wyniszczanie organizmu, a to jest niczym innym, jak bezpośrednim zagrożeniem zdrowia, a nawet życia.

 

Kogo dotyka jadłowstręt psychiczny?

Najczęściej diagnozuje się go u dziewcząt i młodych kobiet, w wieku pomiędzy 13. a 14. i 17. a 18. rokiem życia. Najwięcej przypadków anoreksji zaobserwowano wśród tancerek, widoczna jest również u modelek. U chłopców i dorosłych mężczyzn natomiast jadłowstręt występuje dziesięć do dwudziestu razy rzadziej niż u płci przeciwnej. Nie ma jednak co ukrywać smutnej prawdy - zaburzenia odżywiania mogą zaatakować każdego.

 

Dlaczego?

Konkretna przyczyna powstawania tej jednostki chorobowej nie jest znana. Wiadomo jednak, że jej rozwojowi sprzyjają pewne czynniki, jak chociażby wszechobecny kult chudości, prezentowany w telewizji czy na wybiegach. Osobiście zauważyłam, że jadłowstręt może się rozprzestrzenić również dzięki... zbyt częstym kpinom, dotyczącym wyglądu danej osoby i przez zbyt duże sukcesy w odchudzaniu. Chcąca schudnąć dziewczyna, na początku owszem, planuje, że zrzuci określoną ilość kilogramów i na tym poprzestanie. Sama jednak byłam niejednokrotnie świadkiem tego, że kiedy już waga wymarzona została osiągnięta, dziewczyna odchudzała się dalej - bo przecież łatwo poszło, to dlaczego nie kontynuować, bo mniej znaczy lżej i tym podobne powody.

 

Poznaj anorektyka po wyglądzie

Do pewnego momentu można nie zauważyć, że dana osoba boryka się z tym problemem, jednak kiedy choroba się rozwinie, u chorego zauważamy:

  • skrajne wychudzenie,
  • suchą skórę,
  • charakterystyczny meszek na ciele,
  • kruchość i łamliwość włosów na głowie,
  • wypadanie włosów pod pachami i na wzgórku łonowym,
  • brak tkanki tłuszczowej,
  • zasinienie stóp,
  • obrzęki.

 

Zachowanie osoby chorej

Nieprawdą jest, że jeżeli objawów nie widać na pierwszy rzut oka, to nie ma ich w ogóle i przyczyn takiego a nie innego zachowania należy szukać gdzie indziej o ile w ogóle gdziekolwiek - to naprawdę może być anoreksja! Poza zaburzonym obrazem własnego ciała (chory może stanąć przed lustrem i zobaczyć w nim odbicie siebie jako grubasa, mimo że prawda jest zupełnie inna), występuje szereg innych cech i zachowań, które są charakterystyczne dla choroby tego typu. Do tych należy między innymi:

  • silny lęk, wynikający z myśli o przytyciu i jedzeniu w ogóle,
  • duża wiedza z zakresu dietetyki i tego, jaki produkt ma ile kalorii,
  • unikanie jedzenia w towarzystwie,
  • jedzenie bardzo małych porcji,
  • często zawężanie swojego menu do kilku produktów,
  • intensywne ćwiczenia fizyczne,
  • zwracanie posiłków,
  • uśmierzanie głodu za pomocą picia wody, kawy lub palenia papierosów,
  • niedopuszczanie do siebie myśli o chorobie,
  • odmawianie przytycia,
  • sprzeciwianie się próbom udzielenia jakiejkolwiek pomocy.

Dodatkowo zauważyć można zmiany w podejściu chorego. W pewnym momencie potrzeba kontroli nad jedzeniem i wysiłkiem fizycznym przybiera tak natężoną, obsesyjną formę, że początkowa euforia zamienia się w apatię. Możliwe są także stany depresyjne i lękowe.

 

Anoreksja - niewidzialne objawy

Niestety, faktycznie istnieją objawy, których nikt, poza samym zainteresowanym, nie jest w stanie od razu zauważyć. Zaliczamy do nich:

  • zaburzenia hormonalne,
  • zanik miesiączki,
  • obniżoną temperaturę ciała,
  • nietolerancję chłodu,
  • zaburzenia rytmu serca,
  • osteoporozę,
  • anemię.

 

Jak leczyć?

Droga do wyleczenia wcale nie jest prosta. Często, ze względu na postępujące wyniszczenie organizmu, potrzebna jest hospitalizacja pacjenta. W późniejszym etapie, niezbędne jest uczestnictwo psychiatry, psychologa i dietetyka. Od rodziny i najbliższych osoby chorej wymaga się współpracy.

 

O czym należy pamiętać?

 Wyleczenie się i próba powrotu do względnie normalnego życia to wcale nie koniec koszmaru. Należy pamiętać, że anoreksja, tak jak i bulimia, są chorobami psychicznymi, nie istnieje więc możliwość całkowitego ozdrowienia. Na pewno zostawi to ślad na psychice, możliwy jest powrót do manii odchudzania.

 

Drogie Panie, czy znacie kogoś, kto zachorował na anoreksję? Udało mu się z tego wyjść? A może same borykacie się z tym problemem?

 

Fotografia zapożyczona z Google Grafika, informacje potrzebne do notki zaczerpnięte ze specjalistycznych stron, lekcji biologii oraz własnej wiedzy. 



Darcia94 18:33:24 7/04/2013 [komentarzy 0] Komentuj